Niepozorne tekturowe pudło w kwiatki stojące pod moim biurkiem i obrastające w kurz. Brzydkie nawet. Rzadko do niego zaglądam,bo jest bardzo ważne-są tam rzeczy przypominające mi o chwilach,które są już historią.Ciągle powiększa się jego zawartość,wrzucam tam wszystko o czym nie chcę zapomnieć i w sumie nie patrzę do środka.
Teraz kupili mi nowe pudło. Ładniejsze. W ładniejsze kwiatki. Całkiem mi się podoba.I z racji tego,że muszę to wszystko poprzekładać- przy dźwiękach Happysadu przeglądam wszystko to,co uzbierało się przez długi czas. Od Budapesztu,przez Hiszpanię, kartki z urodzin, obozy harcerskie, pocztówki z wakacji, listy, bilety z pociągów i muzeów, mapy, a na płycie z moich urodzin,rzeczach z pielgrzymki i kilku zdjęciach kończąc. No i jeszcze tamten list, jedyny ślad po tym,że tamto mi się nie przyśniło i w dodatku trwało przez jakiś czas.
Niepozorne pudło w kwiatki. Teraz już ładne. Rzadko będę do niego zaglądać, ale myślę że teraz jest czas w którym będę dokładać do niego więcej niż kiedykolwiek.
Wszystko,co jest już historią!
29 sierpnia 2013
27 sierpnia 2013
Ten w ostatnim rzędzie
Ledwie zjawiasz się tu a już przy tobie zgraja
Zapalniczek tłum i tanich komplementów
Ledwie zapach twój w drzwiach się pojawia a już
Jakby co to masz z kim wracać
A ja to ten w ostatnim rzędzie
Widzę Cię jak z nimi skończysz możesz podejść
Nigdy nie byłem na tyle twardy by na to się zdobyć
A mówią "trzeba być twardym żeby tu przeżyć"
Bo wszystkie drogi stąd prowadzą na tory
Wszystkie drogi stąd na kolejowy most
Staram się z całych sił lekceważyć niedosyt
Tu miłość trzyma się na ślinę
A szczęście o włos.
Zapalniczek tłum i tanich komplementów
Ledwie zapach twój w drzwiach się pojawia a już
Jakby co to masz z kim wracać
A ja to ten w ostatnim rzędzie
Widzę Cię jak z nimi skończysz możesz podejść
Nigdy nie byłem na tyle twardy by na to się zdobyć
A mówią "trzeba być twardym żeby tu przeżyć"
Bo wszystkie drogi stąd prowadzą na tory
Wszystkie drogi stąd na kolejowy most
Staram się z całych sił lekceważyć niedosyt
Tu miłość trzyma się na ślinę
A szczęście o włos.
19 sierpnia 2013
Śmiejesz mi się w nos, chcesz mnie obcyganić!
Nie mam pojęcia co się dzieje,ale jest to takie niepowtarzalne że mam ochotę skakać z radości. Najbardziej aktywne wakacje w moim życiu,najwięcej ludzi tych nowych i tych już znanych-ale poznanych na nowo. Niektórych widzę w całkiem nowym świetle...tak nowym że jestem czasem trochę tym wszystkim przerażona.
Leżę na dachu i obserwuję samoloty.
"Ty nie dasz rady ?!" :-)
17 sierpnia 2013
Wstajesz rano razem ze słońcem i wyruszasz w drogę,mając jedynie plecak. Domy,wsie,miasta,ludzie,lasy,pola,stawy,łąki. Mijasz wszystko. Ludzie machają do Ciebie i podają Ci z uśmiechem szklankę wody.
Idziesz z ludźmi i czujesz pokój między nimi.
I jeżeli można zobaczyć Boga,to jest on właśnie w nich.
W ich uśmiechu,gestach,słowach,niespodziewanych uściskach. W tym,jak się modlą i z jaką radością to robią. W ich zmęczeniu i odciskach na stopach. W tym jak swobodnie czują się w Kościele,bez skrępowania kładąc karimaty na posadzce. Czasem nawet tam śpią... i wyglądają przy tym jak dzieciaki,które są już bezpieczne i mogą wreszcie zasnąć tam,gdzie jest najcieplej.
Śpiewają głośno i tańczą. Nie boją się.
TO-JEST-WIARA!
No i dziękuję ekipie pielgrzymkowej za to że zawsze byli obok i że nieraz ze śmiechu bolał mnie brzuch,wiem że nie przeczytają tego ale naprawdę bez nich mogłabym nie przeżyć tego czasu właśnie tak ;-)
![]() | ||
| hłe hłe hłe! |
![]() |
| spanie na Świętym Krzyżu... |
![]() |
| ...i spanie gdziekolwiek :-) |
![]() |
| Murzyn na imprezie?! :D |
![]() |
| ile ludzi,ile życzliwości!!! :-) |
![]() | ||
| cel osiągnięty! |
***
A teraz po-pielgrzymkowy i przed-Tatrowy czas!
5 sierpnia 2013
W drogę.
Wyruszam znów. Nogi będą niosły mnie same. Niech bolą. Niech boli wszystko. Stopniowo się odcinam,a Lublin zostawiam za sobą,nie chcę tu być i nie chcę być nigdzie,wybieram śpiwór zamiast swojego łóżka i prawdę zamiast kłamstwa.
Dziękuję za niesamowite sześć.
Na biurku płyta z filmem z najlepszych dwóch dni w moim życiu. Nie odtworzę chyba nigdy.
3 sierpnia 2013
miesiąc i trzy dni
Mgła schodzi z lasu, panie Majorze.
Miesiąc i trzy dni. Trzeba to opisać. Ale jak?
Czas zmian.
Obóz.
Złość i pokój. Poradziłam sobie. Zrobiłam wszystko tak,jak umiałam. Wieczorami siedziałam przy ognisku i myślałam o rzeczach przeróżnych. O tym co muszę zrobić i co stanie się niedługo. I czekałam,ciągle czekałam. Można się przyzwyczaić do czekania. I nie jest później takie uciążliwe,naprawdę,jeżeli tylko masz wokół siebie ludzi.
Patrząc tym kilku osobom w oczy czułam się spokojnie. Mimo tego całego zła,które nas otaczało i tych nieporozumień,które wchodziły nam na głowy-bo są takie miejsca we mnie gdzie Zło nie ma wstępu.
Całe to niewyspanie,ból kolana,zdarte gardło. Siedzenie na naszej Górze. Ładnie wieczorami wyglądał nasz obóz. Siadałam sama lub nie i słuchałam odgłosów. Harcerze,harcerki,cisza,śmiech.
Poważne rozmowy i decyzje,których nie umiałam podjąć. Las nocą i te rozmowy. To był trudny czas i ciężki,ale czuje się silniejsza,o wiele silniejsza!
Kurs Metodyki Harcerek Dąbrowa 2013.
Miejsce od którego chciałam uciekać prawie do samego końca...nagle stało się czymś więcej. A chciałam uciekać.
Warty, poranki, nocne robienie zadań. Odliczanie do powrotu. Znów niewyspane. Zasypianie wszędzie,gdzie się dało. Ale później,już na końcu,zauważyłam coś. Uprzejmość. Prostota życia. Radość.
Teraz,siedząc tutaj,zmieniam zdanie i cofam słowa które mówiłam cały kurs:
Gdybym mogła przyjechałabym jeszcze raz.
Szkoła życia. Szkoła życzliwości i braterstwa. Przyjechałam po motywację i wiedzę- i z tym wracam.
I głowa pełna wspomnień. Tak bardzo nie chcę zapomnieć niczego!
Teraz,już siedzę z patentem w fotelu, za oknem Lublin,który też ma swój urok. Znów się tu duszę i wiem,że to chwilowe,ale trudne do wytrzymania uczucie.
Było wspaniale. Czuję jedność z osobami,które znam...trzynaście dni? Taka prawdziwa drużyna,jaka być powinna. I jakiej dotychczas nie miałam chyba okazji doświadczyć.
WSZYSTKO TAKIE PRAWDZIWE.
I płakać mi się chce,bo tutaj jest taka cisza. Po takim okresie czasu,kiedy cały czas ktoś jest obok można poczuć się dość dziwnie,kiedy nagle nikt się nie pojawia. Zawsze tak mam. Powyjazdowy Smutek. Muszę do ludzi. To już nie jest żadna chęć- to wręcz fizyczna potrzeba.
Kiedy szłyśmy nocą tą leśną drogą. I te trzy spadające gwiazdy. Będzie,co będzie,nie mogę się bać.
Nie możesz się bać...
Miesiąc i trzy dni. Trzeba to opisać. Ale jak?
Czas zmian.
Obóz.
Złość i pokój. Poradziłam sobie. Zrobiłam wszystko tak,jak umiałam. Wieczorami siedziałam przy ognisku i myślałam o rzeczach przeróżnych. O tym co muszę zrobić i co stanie się niedługo. I czekałam,ciągle czekałam. Można się przyzwyczaić do czekania. I nie jest później takie uciążliwe,naprawdę,jeżeli tylko masz wokół siebie ludzi.
Patrząc tym kilku osobom w oczy czułam się spokojnie. Mimo tego całego zła,które nas otaczało i tych nieporozumień,które wchodziły nam na głowy-bo są takie miejsca we mnie gdzie Zło nie ma wstępu.
Całe to niewyspanie,ból kolana,zdarte gardło. Siedzenie na naszej Górze. Ładnie wieczorami wyglądał nasz obóz. Siadałam sama lub nie i słuchałam odgłosów. Harcerze,harcerki,cisza,śmiech.
Poważne rozmowy i decyzje,których nie umiałam podjąć. Las nocą i te rozmowy. To był trudny czas i ciężki,ale czuje się silniejsza,o wiele silniejsza!
Kurs Metodyki Harcerek Dąbrowa 2013.
Miejsce od którego chciałam uciekać prawie do samego końca...nagle stało się czymś więcej. A chciałam uciekać.
Warty, poranki, nocne robienie zadań. Odliczanie do powrotu. Znów niewyspane. Zasypianie wszędzie,gdzie się dało. Ale później,już na końcu,zauważyłam coś. Uprzejmość. Prostota życia. Radość.
Teraz,siedząc tutaj,zmieniam zdanie i cofam słowa które mówiłam cały kurs:
Gdybym mogła przyjechałabym jeszcze raz.
Szkoła życia. Szkoła życzliwości i braterstwa. Przyjechałam po motywację i wiedzę- i z tym wracam.
I głowa pełna wspomnień. Tak bardzo nie chcę zapomnieć niczego!
Teraz,już siedzę z patentem w fotelu, za oknem Lublin,który też ma swój urok. Znów się tu duszę i wiem,że to chwilowe,ale trudne do wytrzymania uczucie.
Było wspaniale. Czuję jedność z osobami,które znam...trzynaście dni? Taka prawdziwa drużyna,jaka być powinna. I jakiej dotychczas nie miałam chyba okazji doświadczyć.
WSZYSTKO TAKIE PRAWDZIWE.
I płakać mi się chce,bo tutaj jest taka cisza. Po takim okresie czasu,kiedy cały czas ktoś jest obok można poczuć się dość dziwnie,kiedy nagle nikt się nie pojawia. Zawsze tak mam. Powyjazdowy Smutek. Muszę do ludzi. To już nie jest żadna chęć- to wręcz fizyczna potrzeba.
Kiedy szłyśmy nocą tą leśną drogą. I te trzy spadające gwiazdy. Będzie,co będzie,nie mogę się bać.
Nie możesz się bać...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



.jpg)

.jpg)
